Jakieś 17 lat później
Shannon upewniła się , że jej matka na pewno już śpi i po cichu wyszła z domu. Jeszcze tylko raz spojrzała na jej rodziny dom i łza jej pociekła z oka.
-Co ja robię ? - Spytała samej siebie w myślach.Westchnęła cicho i wyszła zamykając dokładnie drzwi. Szybko pokierowała się w stronę metra które miało zawieść ją prosto pod lotnisko. Wsiadła do niego, od razu poczuła ten smród który czuła zawsze wchodząc do tego pojazdu. Nie lubiła tego , jednak niestety był to jedyny środek transportu o tej porze . Rozsiadła się na siedzeniu i wsłuchała w tekst piosenki której słuchała w swoim odtwarzaczu.
-No nareszcie. - Powiedziała pod nosem omijając starego żula. Od razu poczuła silny wiatr który z każdą sekundą nasilał się coraz bardziej . Ponownie tego wieczoru westchnęła.
-Co ja wyprawiam? -Ponownie zadała sobie to pytanie. Coraz bardziej była przeciwna temu wyborowi, jednak nadal szła przed siebie. Niestety do jedynego lotniska w tej dziuże miała kawałek piechotą. Poprawiła więc swój plecak i zaczęła iść.
***
-Jeden do Londynu.
-W jedną czy w dwie strony ?
Spytała kobieta. I to było dobre pytanie. A co jeśli nic nie wyjdzie ?
-Tylko w jedną.
Powiedziała po kilku sekundowym przemyśleniu wszystkiego . Po kilku minutach Shannon już przeprawiała się przez odprawę do Londynu. Wyjęła swój portfel w którym widniały trzy zdjęcia. Jedno było Alex , jej matki. Shannon zawsze się śmiała widząc burze fioletowych włosów matki, i tym razem było podobnie. Następna fotografia ukazywała przystojnego blondyna z gitarą na kolanach. Uśmiechał się do niej a jego oczy pokazywały tyle miłości. Bardzo dobrze znała te oczy. Może dlatego , że jej były takie same. Uśmiechnęła się patrząc na fotografię i poczuła jak słone łzy ciekną jej z oczu na policzki . Trzecia fotografia ukazywała ich razem . Byli tacy szczęśliwi na niej. Zawsze Shannon zastanawiała się dlaczego oni nie byli razem. A może byli . Łzy nasilały się coraz bardziej .
-Samolot do Londynu....
Usłyszała przez megafon. Wstała z krzesełka i pokierowała się w odpowiednią stronę. Teraz czekał ją kilku godzinny lot. wsiadła do samolotu. Był środek nocy, oparła głowę o małe okienko i przymknęła powieki. Ponownie wsłuchała się w tekst tej bardzo dobrze znanej jej piosenki. Cała piosenka opowiadał o jej życiu. Bawił ją ten zbieg okoliczności. Chciała zasnąć jednak nie mogła.
***
Alex obudziła się o poranku. Wstała z łóżka i od razu popędziła do pokoju swojej córki gdyż nastolatka zawsze miała problemy ze wstawaniem , jednak gdy tylko weszła do jej pokoju był pusty. Alex nie wiedziała co się dzieje. Na łóżku Shannon dostrzegła karteczkę.
'Kochana mamusiu przepraszam Cię bardzo , ale ja dłużej tego nie wytrzymam. Muszę go poznać. Tak chodzi mi o tatę. Muszę go poznać , jeśli to czytasz to zapewne jestem już w samolocie do Londynu. Nie martw się dam sobie radę. I pamiętaj zawsze będziesz dla mnie najważniejsza. Kocham Cię. Shannon. '
Karteczka wypadła jej z dłoni i poczuła jak łzy cisną jej się do oczu. Uciekła od niej .Spodziewała się tego , ale miała nadzieję ,ze będzie to później gdy Shannon będzie bardziej dorosła. Wyciągnęła swój telefon i zaczęła do niej dzwonić jednak nie odbierała. Była w samolocie to było pewne.
-Przed państwem piękny Londyn.
Powiedział kobieta. Shannon otworzyła oczy. Jej serce zaczęło walić bardzo szybko i mocno. Bała się wiedziała, że nadszedł ten czas. Był już ranek. Dostrzegła ,że jej telefon ma wiele nie odebranych połączeń. Były one od mamy.
" Wszystko ze mną w porządku , przepraszam , ale muszę go poznać. Shannon. "
Nastolatka nie chciała martwić swojej matki która kochała ją tak bardzo. Shannon wysiadła z samolotu. Od razu powitał ją deszcz. Kierowała się w nieznane jej drogi. Jakoś udało jej się wydostać z lotniska . Jednak było jedno wielkie pytanie. Gdzie teraz ? W rękach trzymała adres jego domu. Szybko dostrzegła , że w pobliżu stoi taxi. Zaczęła do niej podchodzić , jednak gdy już była coraz bliżej niej ktoś wsiadł i odjechała.
-Cholera jasna. -Zaklęła dziewczyna.
-Może Cię gdzieś podwieźć ? -Spytał młody chłopak stojący za nią.
-Wiesz to miłe z twojej strony, ale nie ufam nieznajomym. -Powiedziała odwracając się do niego plecami.
-Jak sobie życzysz jednak wątpię żeby szybko jakaś przyjechała.
-A to niby dlaczego ? To jest lotnisko. Jak nie taxi to autobus.
-I się zgubisz.
-No dobra. -Powiedziała po chwili. Chłopak się uśmiechnął.
-No to za mną.
Chciał wziąć od niej plecak jednak mu nie pozwoliła.
-Będziemy jechać tym ? - Spytała patrząc na jego motor.
-Co należysz do tych grzecznych dziewczynek ? -Zaśmiał się.
-Wręcz przeciwnie. Już Cię lubię. - Powiedziała i wsiedli na motor.
-Więc pod jaki adres mam Cię zabrać ?-Spytał. Powiedziała mu ulicę jednak domu już nie. Nie chciała żeby wiedział dokładnie gdzie ona zmierza.
-Bogata dzielnica.
-Oj jedz już.
I odjechali.
***
-Może dasz mi swój numer telefonu?
-Chyba śnisz kolego .
-Podwiozłem Cię.
-No i co z tego ?
-Chcę coś w zamian. - Uśmiechnął się zalotnie.
-Tak w ogóle to jestem Connor.
-Shannon.
-Więc jak z tym numerem?
-A niech Ci będzie. -Zaśmiała się.
-075......
***
Dziewczyna powoli zaczęła podchodzić do wielkiego domu. Serce w tym momencie waliło jej jak oszalałe. Ręce drżały jak nigdy. Już znajdowała się przy samych drzwiach. Niepewnie zadzwoniła do drzwi. Nikt nie otwierał. Widać nikogo nie było . Stała jeszcze przez kilka sekund i zaczęła odchodzić.
-W czymś Ci pomóc ?-Nagle usłyszała męski głos. Odwróciła się i ujrzała blondyna. To był on.
--------------------------------------------------------------------------------
Shannon upewniła się , że jej matka na pewno już śpi i po cichu wyszła z domu. Jeszcze tylko raz spojrzała na jej rodziny dom i łza jej pociekła z oka.
-Co ja robię ? - Spytała samej siebie w myślach.Westchnęła cicho i wyszła zamykając dokładnie drzwi. Szybko pokierowała się w stronę metra które miało zawieść ją prosto pod lotnisko. Wsiadła do niego, od razu poczuła ten smród który czuła zawsze wchodząc do tego pojazdu. Nie lubiła tego , jednak niestety był to jedyny środek transportu o tej porze . Rozsiadła się na siedzeniu i wsłuchała w tekst piosenki której słuchała w swoim odtwarzaczu.
Jest mi ciężko, nie jest łatwo, przecież właśnie po to piszę,
tu wyrażam swe uczucia, tu wyrażam swe odbicie.
Gdy patrzyłam w moje lustro pękło i się rozsypało
Siedem lat głupiego pecha, już za późno - tak się stało.
Pierdolę to całe życie, pierdolę moje łzy,
Jeśli szukasz we mnie szczęścia, nie znajdziesz tego i ty.
Przestań pierdolić teorie, że mam ciągle dawać radę
słyszę to kurwa codziennie, to ma sens jak Kain i Abel.
Nie chcę kochać już nikogo, nie chcę by ktoś kochał mnie
Bo to za trudne jest przecież, by miłość zrodziła się.
Pierdolę każda literkę, choć jest liter nie wiem ile.
Chcę wyjechać z tego miasta, uciec nie mając na bilet.
Chcę się schować gdzieś głęboko, w jakąś dziurę, chuj wie gdzie,
Tam gdzie nie ma wszystkich ludzi, tam gdzie nie przestraszę się,
nikt nie będzie kazał kochać, a tym bardziej nienawidzeć,
Nie będę patrzeć na innych, oni nie będą mnie widzieć!
Zamknęła zmęczone powieki i zaczęła po cichu opiewać piosenkę. Widać po ojcu miała nie tylko niebieskie oczy ale i też talent. Nie byle jaki talent , kochała śpiewać tak samo jak i on. Nagle wszystko stanęło co oznaczało ,że blondynka musi wysiadać.tu wyrażam swe uczucia, tu wyrażam swe odbicie.
Gdy patrzyłam w moje lustro pękło i się rozsypało
Siedem lat głupiego pecha, już za późno - tak się stało.
Pierdolę to całe życie, pierdolę moje łzy,
Jeśli szukasz we mnie szczęścia, nie znajdziesz tego i ty.
Przestań pierdolić teorie, że mam ciągle dawać radę
słyszę to kurwa codziennie, to ma sens jak Kain i Abel.
Nie chcę kochać już nikogo, nie chcę by ktoś kochał mnie
Bo to za trudne jest przecież, by miłość zrodziła się.
Pierdolę każda literkę, choć jest liter nie wiem ile.
Chcę wyjechać z tego miasta, uciec nie mając na bilet.
Chcę się schować gdzieś głęboko, w jakąś dziurę, chuj wie gdzie,
Tam gdzie nie ma wszystkich ludzi, tam gdzie nie przestraszę się,
nikt nie będzie kazał kochać, a tym bardziej nienawidzeć,
Nie będę patrzeć na innych, oni nie będą mnie widzieć!
-No nareszcie. - Powiedziała pod nosem omijając starego żula. Od razu poczuła silny wiatr który z każdą sekundą nasilał się coraz bardziej . Ponownie tego wieczoru westchnęła.
-Co ja wyprawiam? -Ponownie zadała sobie to pytanie. Coraz bardziej była przeciwna temu wyborowi, jednak nadal szła przed siebie. Niestety do jedynego lotniska w tej dziuże miała kawałek piechotą. Poprawiła więc swój plecak i zaczęła iść.
***
-Jeden do Londynu.
-W jedną czy w dwie strony ?
Spytała kobieta. I to było dobre pytanie. A co jeśli nic nie wyjdzie ?
-Tylko w jedną.
Powiedziała po kilku sekundowym przemyśleniu wszystkiego . Po kilku minutach Shannon już przeprawiała się przez odprawę do Londynu. Wyjęła swój portfel w którym widniały trzy zdjęcia. Jedno było Alex , jej matki. Shannon zawsze się śmiała widząc burze fioletowych włosów matki, i tym razem było podobnie. Następna fotografia ukazywała przystojnego blondyna z gitarą na kolanach. Uśmiechał się do niej a jego oczy pokazywały tyle miłości. Bardzo dobrze znała te oczy. Może dlatego , że jej były takie same. Uśmiechnęła się patrząc na fotografię i poczuła jak słone łzy ciekną jej z oczu na policzki . Trzecia fotografia ukazywała ich razem . Byli tacy szczęśliwi na niej. Zawsze Shannon zastanawiała się dlaczego oni nie byli razem. A może byli . Łzy nasilały się coraz bardziej .
-Samolot do Londynu....
Usłyszała przez megafon. Wstała z krzesełka i pokierowała się w odpowiednią stronę. Teraz czekał ją kilku godzinny lot. wsiadła do samolotu. Był środek nocy, oparła głowę o małe okienko i przymknęła powieki. Ponownie wsłuchała się w tekst tej bardzo dobrze znanej jej piosenki. Cała piosenka opowiadał o jej życiu. Bawił ją ten zbieg okoliczności. Chciała zasnąć jednak nie mogła.
***
Alex obudziła się o poranku. Wstała z łóżka i od razu popędziła do pokoju swojej córki gdyż nastolatka zawsze miała problemy ze wstawaniem , jednak gdy tylko weszła do jej pokoju był pusty. Alex nie wiedziała co się dzieje. Na łóżku Shannon dostrzegła karteczkę.
'Kochana mamusiu przepraszam Cię bardzo , ale ja dłużej tego nie wytrzymam. Muszę go poznać. Tak chodzi mi o tatę. Muszę go poznać , jeśli to czytasz to zapewne jestem już w samolocie do Londynu. Nie martw się dam sobie radę. I pamiętaj zawsze będziesz dla mnie najważniejsza. Kocham Cię. Shannon. '
Karteczka wypadła jej z dłoni i poczuła jak łzy cisną jej się do oczu. Uciekła od niej .Spodziewała się tego , ale miała nadzieję ,ze będzie to później gdy Shannon będzie bardziej dorosła. Wyciągnęła swój telefon i zaczęła do niej dzwonić jednak nie odbierała. Była w samolocie to było pewne.
-Przed państwem piękny Londyn.
Powiedział kobieta. Shannon otworzyła oczy. Jej serce zaczęło walić bardzo szybko i mocno. Bała się wiedziała, że nadszedł ten czas. Był już ranek. Dostrzegła ,że jej telefon ma wiele nie odebranych połączeń. Były one od mamy.
" Wszystko ze mną w porządku , przepraszam , ale muszę go poznać. Shannon. "
Nastolatka nie chciała martwić swojej matki która kochała ją tak bardzo. Shannon wysiadła z samolotu. Od razu powitał ją deszcz. Kierowała się w nieznane jej drogi. Jakoś udało jej się wydostać z lotniska . Jednak było jedno wielkie pytanie. Gdzie teraz ? W rękach trzymała adres jego domu. Szybko dostrzegła , że w pobliżu stoi taxi. Zaczęła do niej podchodzić , jednak gdy już była coraz bliżej niej ktoś wsiadł i odjechała.
-Cholera jasna. -Zaklęła dziewczyna.
-Może Cię gdzieś podwieźć ? -Spytał młody chłopak stojący za nią.
-Wiesz to miłe z twojej strony, ale nie ufam nieznajomym. -Powiedziała odwracając się do niego plecami.
-Jak sobie życzysz jednak wątpię żeby szybko jakaś przyjechała.
-A to niby dlaczego ? To jest lotnisko. Jak nie taxi to autobus.
-I się zgubisz.
-No dobra. -Powiedziała po chwili. Chłopak się uśmiechnął.
-No to za mną.
Chciał wziąć od niej plecak jednak mu nie pozwoliła.
-Będziemy jechać tym ? - Spytała patrząc na jego motor.
-Co należysz do tych grzecznych dziewczynek ? -Zaśmiał się.
-Wręcz przeciwnie. Już Cię lubię. - Powiedziała i wsiedli na motor.
-Więc pod jaki adres mam Cię zabrać ?-Spytał. Powiedziała mu ulicę jednak domu już nie. Nie chciała żeby wiedział dokładnie gdzie ona zmierza.
-Bogata dzielnica.
-Oj jedz już.
I odjechali.
***
-Może dasz mi swój numer telefonu?
-Chyba śnisz kolego .
-Podwiozłem Cię.
-No i co z tego ?
-Chcę coś w zamian. - Uśmiechnął się zalotnie.
-Tak w ogóle to jestem Connor.
-Shannon.
-Więc jak z tym numerem?
-A niech Ci będzie. -Zaśmiała się.
-075......
***
Dziewczyna powoli zaczęła podchodzić do wielkiego domu. Serce w tym momencie waliło jej jak oszalałe. Ręce drżały jak nigdy. Już znajdowała się przy samych drzwiach. Niepewnie zadzwoniła do drzwi. Nikt nie otwierał. Widać nikogo nie było . Stała jeszcze przez kilka sekund i zaczęła odchodzić.
-W czymś Ci pomóc ?-Nagle usłyszała męski głos. Odwróciła się i ujrzała blondyna. To był on.
--------------------------------------------------------------------------------
(Moja dzisiejsza mania :P )
No i nareszcie drugi sezon. I jak wam się podoba ten początek ? Mam nadzieję ,że bardzo :P Komentujcie :)
kocham!!!!!!!
OdpowiedzUsuńubóstwiam to!!!!!
OdpowiedzUsuńgenialny pomysł
dalej pisz;)
OdpowiedzUsuńchce kolejny!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńTylko pobudziłaś moją ciekawosć <333 Pisz szybciutko następny xxx Nie mogę się doczekać <333
OdpowiedzUsuńJuż mam 8 :P
Usuńto wstawiaj plissss...
UsuńA i jeśli możesz to zmień nazwy rozdziałów ponieważ
OdpowiedzUsuńsą nie pokolei i to troche przeszkadza w sprawdzaniu czy cos dodałas ale jak chcesz
Wiem . Ten jeden się tak dodał bo wczoraj przypadkowo dodałam go i od razu usunęłam i teraz tak się jakoś dodało ale kolejny już będzie normalnie :) No i zaraz dodam jak tak bardzo chcecie :P
Usuń